• Wpisów:676
  • Średnio co: 5 dni
  • Ostatni wpis:142 dni temu
  • Licznik odwiedzin:31 553 / 3761 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 
Taniec. Muzyka brzmiąca w nas dwoje. Twoje jasne kosmyki odrzucone w mocniejszej nucie.
Moje czarne loki wirujące w półobrocie. Moje ciało przechylone przez twą rękę. Miliony emocji w tym teatrze na parkiecie. Miłosne wyznania w powolnej balladzie. Gniewne odepchnięcia w mocnym rocku. Energia, obrót, gonitwa przez całą salę. Teatr. Tylko Ty i Ja. Na parkiecie jesteśmy tym czym zechce nas widzieć muzyka. Zamiast tańczyć odgrywamy historię piosenki. Energicznie w rytm. Tylko z Tobą, mój były ukochany. Na parkiecie wciąż jesteśmy parą. Na parkiecie przyciągamy wzrok. Na parkiecie wyglądamy jak plus i minus. Przyciągamy. A po tańcu z uśmiechem pójdziemy na piwo i porozmawiamy o tym jak piękne jest życie. Bez zawiści ,zazdrości czy innych problemów. Tak działamy na siebie spokojem. Tęsknie? A być może. Moi kochankowie i moje kochanki .Moje kołysanki i lekarstwa. No i moje małe żywe kolorowe wspomnienie. Z którym obecnie mam kontakt lepszy niż kiedykolwiek. Wspomnienie które samym sobą daje mi poczucie istnienia, przynależności. Bytu. Wspomnienie, które wciąż jest żywe… Boję się że kiedyś zaniknie. Przynajmniej we mnie by rozbrzmieć w kimś innym…
Zatańczmy więc coś namiętnego. „Takie tango” Budki Suflera. Zadrżyjmy . W rytm muzyki niech pulsują nasze tętna. Niech serce uderza wraz ze stukotem moich korków. Elastyczność, giętkość. WOLNOŚĆ!
Tańczymy tak jakbyśmy wyrwani zostali ze świata realnego. Tylko ty i ja, wirujące ciała. Myśli skołatane w jeden supeł z muzyką. Duszę zostawiliśmy z bluzami na krzesłach. Dłoń z dłonią spleciona . Usta dzielą milimetry. A wszystko to gra pozorów. Cała ta namiętność. Gorączka. Uniesienie. To tylko gra na scenie. Dziwne uczucie. Taka ulga połączona ze smutkiem. Ech. Radość.

~Optymistyczne nastawienie. Pesymistyczny światopogląd.
  • awatar Gość: Chciałabym was zobaczyć, chociaż... może znienawidziłabym go potem? Nie wiem... Zapachnie łzawym sentymentalizmem,ale kiedy to czytam... tęsknię. Boleśnie. Miłości i Życia, Moja Mała.
  • awatar Gość: chodzi oto ze mnie tak sis cioteczna nazywa i nie kumam o co be ??
  • awatar Gość: co to znaczy hipokrytka ?? :o
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Szkoła. Tak jak myślałam. Hałas osiąga apogeum. Pierwsze klasy strasznie głupie. Bardziej niż drugie. Trzecie jakoś trzymają się w sztywnych ramach normalności. Dzienniki elektroniczne… a konkretniej komputery oczywiście dnia pierwszego nie działają. A jakże. System „ważenia” ocen całkiem znośny, ale dowalenie lektur… z którymi uwinięciem się mam zdążyć do końca roku jest co najmniej irytujące. Brak finezji w posługiwaniu się językiem ojczystym czy też obcym. Pozostałości brudów językowych… ech. SAMYCH brudów językowych. Załóżmy inny język naprawdę…
MAMO! Ratuj mnie z tej wylęgarni idiotyzmu. Pierwszy dzień, a ja już mam migrenę. Bóle brzucha i przez pół dnia chodzę głodna. Anka na złość wcale mi nie pomaga. Głupia polonistka (: P). Nie moja wina! W datach błędów ortograficznych nie robisz! Ech. Moja ukochana cheery była oczywiście CIEPŁA. Makabra. Dodatkowo znowu stłukłam sobie łokcie, prawie przysnęłam w połowie dnia. Niby nic konkretnego się nie działo a jednak jestem wykończona. Pomyśleć że w wakacje siedziałam lekko do 5 w nocy i zasypiałam koło 7 budziłam się o 14 i jakoś żyłam. A teraz? 21.40 a ja już zdycham. Boże! Daj mi siły, ambicji i tolerancji!
Chociaż nie. Tolerancji mam aż nadto. CIERPLIWOŚCI. Kurna. Muszę przerzucić się na dietę (od razu zaznaczę ; nie po to aby się odchudzić ale po to aby uzupełnić braki witamin ) kości mi „grzechoczą”, głowa boli, nie mogę się skupić. Szybko się męczę. Do tego dojdą treningi . Dwa razy w tygodniu. Ech. Ciężkie jest życie kobiety. Ech…


Dobrej nocy. Miłego poranka. I tym co uczą się, nauczają i mają jakikolwiek związek ze szkołą, życzę… Wytrwajcie!
  • awatar Gość: ja pracuje w szkole w irlandii z 14 latkami, jestem juz tym zmeczona. zaczynam miec ludowstret. choc od czasu do czasu sa i mile 'rozczarowania'. moja teoria jest taka ze albo jest sie dobrym w pracy z mlodzieza albo nie, a jak nie jest sie dobrym to sie tego nie da nauczyc czy wycwiczyc, zawsze sie po prostu gra i udaje.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
I znowu i znowu.
Ludzie mówiący o tym co czujesz.
Ludzie mówiący o tym co myślisz.
Ludzie mówiący o tym czy jesteś dobry czy zły.
Ludzie mówiący o tym kim jesteś.
I znowu i znowu.
I nie wiesz co czuć.
I nie wiesz co myśleć.
I nie wiesz czy grzeszyć czy się modlić.
I nie wiesz kim jesteś.
I znowu i znowu.
Ludzie mówiący o twoich błędach.
Ludzie mówiący o twojej wartości.
Ludzie mówiący o twojej przyszłości
Ludzie mówiący o twojej przynależności.
I znowu i znowu.
I nie wiesz gdzie w tym twoja wina.
I nie wiesz gdzie w tym twój wkład.
I nie wiesz gdzie w tym twój wybór.
I nie wiesz gdzie w tym twoja natura.
I znowu i znowu.
Zagubiona! Zagubiona!
Zagubiona?
Zaginiona?
Nie. Bo nigdy nie swoja.
Znowu Cudza.
 

 
Porażki Życia cz2.
Innego razu spotkałam znajomych z dawnych lat. Jeden z nich… Śmiały, niezniszczalny wręcz. Zadziwiający we wszystkim za co się wziął. Zmienny, ciągle zmienny, jak pogoda w górach. Drugi spokojny, patrzący na wszystko z rezerwą. Analizujący wszystko po kolei. Pierwszy nie miał wartości wewnętrznej, ani zewnętrznej. Wydawał się całkowicie chaotyczny, pogmatwany a jednocześnie strasznie prosty. Tyle razy ile go widziałam, tyle razy moje życie zmieniało bieg. Drugi zaś panował nad tym wszystkim. Pilnował równowagi. Był jak odrobina goryczy w przesłodzonym cukierku.
Który za chwile zostanie wypluty. Pierwszy jak kolorowe powietrze wirujący w tą i we w tą.
Jego imię? Wolność. Zmienna od wieku, od rasy, od przekonań, od chwili, od stałości wszystkiego. Tylko wolność jest tak nieokiełznana. Pierwotna wolność. Główna wartość.
Zaś drugi? Jest raczej cieniem, obserwującym, jest jak ptak który szybuje nad swoją ofiarą ale nie jest w stanie… nie po prostu NIE CHCE po nią lądować. Cień który straszy, który zwiastuje koniec, ale nim nie jest.
Jego imię? Strach.
Tak. Zawsze Wolności towarzyszył Strach. Dwójka moich przyjaciół od maleńkości. Nieodzownych w całym moim życiu. Wręcz nieśmiertelnych. Bo póki Strach pilnuje Wolności, póki Wolność podsyca Strach. Póty żyć będą… „żyć”
 

 
Gdy cierpiałam głód i ból
Gdy stado wygłodniałych harpii rwało moje obolałe ciało.
Gdy niszczona byłam przez zimne dłonie i cięta słowami.
Gdy poniżona tułałam się po świecie powoli umierając.
Pojawiłaś się ty.
W lśniącej zbroi z nieba spłynęłaś,
Delikatnie obmyłaś moje skruszone ramiona siłą.
Oczyściłaś moje oczy z łez
Zasłoniłaś mi uszy na obelgi.
Podniosłaś z padołu.
Postawiłaś na nogi
Poprowadziłaś przez błyszczące słońcem aleje.
Zabrałaś mnie gdzieś daleko od umierających,
Rwących, bijących i tnących.
Zabrałaś mnie gdzieś daleko od zła.
I od dobra.

Już nie tułam się po świecie.
Już nie umieram
Jeszcze nie rwę.
Już nie głoduję
Jeszcze nie poniżam
Już odzyskałam swoją dumę
Jeszcze nie zabieram jej innym
Powiedz mi więc
Jak długo twa pomoc prowadzi przez złoto i szczęście.
Jak długo twa dobroć jest łaskawa.
Jak długo mogę tak iść oślepiona słońcem i ignorować świat?
O Ironio. Odpowiedz mi.
 

 

Poznałam raz pewnego dnia, dziewczynkę o włosach złotych jak weselne obrączki. Złotych jak iskrząca w słońcu pszenica. O oczach niewinnych ukrytych za zasłoną rzęs. delikatny, nieśmiały uśmiech na różowiutkich, małych usteczkach. Lekko zaróżowione policzki i drobna sylwetka. Wydawała się taka krucha. Tak łatwa do zniszczenia. Jakby jeden mocniejszy podmuch powietrza mógłby ją przewrócić, złamać. ZNISZCZYĆ. Chociaż… Wtedy szalała burza, wiatr był wyjątkowo mocny, deszcz padał na nas niemiłosiernie, biegłyśmy przez mokre uliczki, ślizgając się na płytkach. Marznąc. Mimo to, to delikatne dziewczę wyglądało na wyjątkowo zadowolone. Spokojne. Jakby świadome tego „ co nas nie zabije to nas wzmocni”. w późniejszych czasach zostałyśmy przyjaciółkami. „Mała” miała wiele wypadków. Była dzieckiem pecha, można wręcz powiedzieć. Co chwile z czymś się zderzała, była wyśmiewana, dręczona. Mimo to zawsze wracała do osób które je krzywdziły. Zawsze gdy te jej potrzebowały. Głupia. Aż do momentu gdy spotkała pewnego mężczyznę. Zawirował jej świat i całkowicie postradała zmysły. Facet okazał się być skończonym chamem. Drań. Dał jej poczucie wieczności. Wmówił miłość. Nauczył przywiązania. Zniewolił sobą. Po czym zostawił. Bez słowa otuchy. Zamiast tego zimny śmiech i pogarda. Pamiętam, że po każdym kryzysie zawsze się podnosiła z otuchą. Z wiarą. Ostatni raz ją widziałam zaraz po jego opuszczeniu, kiedy przyszła się …wyżalić? Pożegnać? Była spokojna, ale nie tak jak zawsze. Raczej pogodzona z porażką… Ostateczną.
Jej ukochany miał na imię Miłość.
Następnego dnia rzuciła się w zimny nurt rzeki. Utopiła się. Jej blade ciało opadło ostatecznie na dno. Znalazł ją jakiś przypadkowy przechodzeń. Martwą.
Moja upadła przyjaciółka – Nadzieja.



  • awatar Przygody młodego Sykomora: Zawsze czul sie silny, mimo iz inni ludzie nie byli w stanie dostrzec jego sily. Jego sila brala sie z srodka. Lata walki, jakie byly jego udzialem, nauczyly go jak walczyc. Nikt nigdy nie przypuszczalby nawet, ile sily kryje sie w jego chudych rekach. On sam nie potrafil odmowic sobie w tym proznosci. Uwielbial walczyc z mezczyznami wiekszymi od siebie, rozkoszowal sie ich zdziwieniem i zdziwieniem innych, kiedy zwyczajnie pokonywal tych wiekszych od siebie. Jego ruchy odzwierciedlaly wszystkie walki, jakie stoczyl w przeszlosci, na ulicy i na ringu, ze swoimi wrogami i przyjaciolmi. Jego chude rece z latwoscia dawaly rade napompowanym woda miesniom jego przeciwnikow. Zawsze towarzyszylo mu uczucie, ze nie ma niczego do stracenia. To byla prawda, bo nigdy tak naprawde nie zalezalo mu na wygranej.
  • awatar Przygody młodego Sykomora: Chlopiec nie byl wyjatkowo ladny. Nawet nie chcial. Mial czyste serce, i byl przekonany, ze mezczyznie nie wypada byc przesadnie pieknym. Wiedzial, ze jesli tylko bedzie odrobine ladniejszy od samego diabla, bedzie w stanie skrasc serce kazdej kobiety. Tylko nigdy nie rozumial, po co mialby to robic? Byl przecietnej budowy ciala, ale zawsze czul, ze jest silny. Jego cialo zmienialo sie wiele razy na przestrzeni lat, do tego stopnia, ze on sam wreszcie zrozumial, ze on nie jest swoim cialem.
  • awatar Przygody młodego Sykomora: Byl sobie pewnego razu pewien chlopiec. Jasny blondyn o blekitnych oczach. W rzeczy samej, kolor jego wlosow zmienial sie razem z porami roku. Latem jego wlosy byly zlote jak pola pszenicy malowniczo skrzace sie pod goracym polskim sloncem. W zimie robily sie ciemne, jakby naznaczone jakas ciemna tajemnica, jakims wielkim cierpieniem, ktore zdawalo sie przychodzic tylko zima. Czesto ludzie przychodzili do niego i pytali, dlaczego on farbuje wlosy. On byl zawsze tak samo zdziwiony. Widzial swoje odbicie na codzien, w lustrach, kaluzach, szybach przejezdzajacych samochodow. Nie zdawal sobie sprawy, ze sie zmienia. I nigdy nie mogl wymyslec powodu, dla ktorego mialby farbowac wlosy. Nigdy nie byl w stanie wyobrazic sobie tak wielkiej proznosci u mezczyzny.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Idąc ulicą zauważam tylu pustych ludzi. Bez iskry w spojrzeniu. Takich wyzutych z emocji. Tak mi ich żal. Taki smutek chwyta za serce. Po czym patrzę w szybę jakiegoś sklepu. I widzę siebie. Stojąca tak. Bezcelowo idącą wśród morza szarości. Powoli patrzę jak zanikam. Widzę Kochankę i Kochanka, widzę jak na chwile moja bladość kolorów nabiera intensywności. Gdzieś w okolicach piersi czerń się rozlewa, powoli zamrażając się. Kamieniejąc w małe pudełeczko, które z głuchym stukotem upadło na ziemię. Patrzę jak z mych dłoni opadają żelazne kajdany smutku, uziemienia i wyrzutów sumienia. Widzę jak we włosy wplótł się kolor szaleństwa. Widzę jak blady róż ust zmienia się w czerwoną smugę uwodzenia i ironii. Na paznokciach różowy lakier powoli schnie. I widzę w tym odbiciu jak moje szare odbicie patrzy na mnie ze smutkiem w brązowych oczach. I widzę jak po woli krew moja zamarza. Jak bardzo za serce łapie mnie widok mojego odbicia odchodzącego w tłum szarości. Znów patrzę w pustą już witrynę sklepu. Czuję jak gorąca łza spływa po moim policzku. I mnie ciekawi jedynie to czy może zmyję ten obłudny makijaż. Czy może zwróci mi chociaż trochę bieli słów. Moje skołatane myśli. Moja feeria barw wśród tej gamy szarości. Tylko dlaczego już nie żal mi ich tylko tej małej kolorowej plamy na czarnobiałej fotografii. Kochanka i Kochanek pomalowali mnie wewnątrz. A więc kim jestem?

„Czekasz na jad
A ja zwlekam wciąż
I nie tknę cię
Aż poczujesz żal i strach.”
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Kiedy patrzę na te dziewuchy błądzące we własnym świecie. kobietki które w sztywnych ramach swoich „ideałów” zamykają świat. coś jest albo białe albo czarne. Ich „szarość” jest tylko obłudnym tekstem rzuconym w świat aby pokazać jakie to one są światowe, niekonwencjonalne i wyjątkowe. Nie lubię na nie patrzeć. Tylko je obrzucam taką ukrywaną niechęcią. Mam ich serdecznie DOŚĆ. Ale cóż. Może to okrutne ale po prostu ta znajomość mi się opłaca.
irytuje mnie w nich wszystko. Od sposobu mówienia po światopogląd. Kurrrwa.


I ja zdaje sobie sprawę, jak żałośnie mogę skończyć z takim nastawieniem.
I ja zdaję sobie sprawę, że będę traktowana jako ta łatwa na jeden raz.
I ja zdaję sobie sprawę, że dla tego, dla którego chce zaistnieć będę miłym wspomnieniem. Nie wartym zapamiętania.
I ja zdaję sobie sprawę, że moja tęsknota boli moje serce. Tak kurwa boli.
Ale wiem, że gdybym wciąż stała w miejscu ominęłoby mnie i to dobre dążenie do prawdziwej miłości i to „złe” dążenie do wyżycia się emocjonalnego.
I znowu. Jutro zacznie się szkoła. Użeranie się z dzieciarnią. Denerwujące pierwszaki. Zadufani drugoklasiści i zmęczeni trzecio.
Marzenia. Nieskończone wspomnienia. Jak to powiedziała moja Kochanka. Półpragnienia.
Moja neutralność jest dla mnie błogosławieństwem i przekleństwem.
 

 
Była sobie kiedyś dość ładna babeczka.
Z ładnymi włosami, nogami usteczkami.
Słodką głupotą.
Żyła sobie beztrosko, jako dziecko. Małe śliczne ukochane i jedyne. Wyróżnione. Chciane.
Mała księżniczka bez wad.

Była sobie kiedyś dość ładna laleczka.
Z nastoletnimi krągłościami. Z Dziewczęcą jędrnością.
Słodką naiwnością.
Żyła sobie beztrosko jako dość ładna laleczka. Zgrabne powabne i pożądane. Wyróżnione. Chciane.

Była sobie kiedyś dość ładna panieneczka.
Z kobiecym głosem, piersiami i udami. Z Uwodzicielskim darem.
Życiową niesprawiedliwością.
Żyła sobie zwyczajnie jako dość ładna kobietka. Zgrabna, łatwa i zepsuta. Pospolita.
Dostępna.

Więc zastanawiam się jak ja skończę. Czy jak całkiem ładna kobietka co skończy jako dodatek do jednej nocy. Czy taka na stałe.

Nie mogę się już doczekać ferii. Moja kochanka przyjedzie. Chociaż możliwe jest też żę moja kołysanka się z nią zabierze.

ech... nie ma to jak optymizm. Cóż więc mam zamiar się BAWIĆ. Żyć. Porywać do tańca tych którzy mną owładną
„Rozkochiwać” tych o pięknych oczkach.
Wolność. Mieć głęboko w poważaniu „mądre” rady moich „przyjaciółek”. Tak. WOLNOŚĆ psychiczna


„żaden wróg nigdy więcej nie powie mi co warto znosić dla chwil”
  • awatar Gość: żyj w wierze o słuszności swej decyzji
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Delikatnymi dłońmi gładziłam to chłopięce, bo jeszcze nie męskie, ciało. Sunęłam po wystających obojczykach, drażniłam nosem jabłko Adama. opuszkami palców kreśliłam na jego spiętych plecach słowa mojego życia. Powolnym rytmem odbijało się jego serce o moje. Równie obojętne. Nie. To już nawet nie mój kochanek. To tylko ta jedna osoba która mnie krzywdzi nie krzywdząc. Nie nie mam na myśli sadyzmu. To moja działka. Obojętna i ta obojętność mi odpowiada. Niech już taki zostanie.
Uwielbiam czuć miękkość jego długich, gęstych włosów. W tym cudownym kolorze delikatnych płomieni. Uwielbiam patrzeć, całować, te nagie ramiona okryte mleczną skórą. Uwielbiam jego długie dłonie. Jego agresywne palce. Uwielbiam jego smak. Jego zapach. Zapach letnich miłostek. Bo i on i ja mamy swoje miłości. Mamy też siebie. Raz na jakiś czas. Gdy przyjedzie na jakiś zjazd słowiański. Raz na jakiś czas w lecie się spotkamy, w tedy też, spotkam mojego Kochanka. To nieuniknione. Parę razy w letnią noc moja mała kołysanka. Moje małe lekarstwo na ból głowy. Moje małe wyżycie się. Obojętne jak ja. Ale w sumie dlaczego by nie?
Jego smak. Smak beznamiętności. bez wyrazu taki słodko kwaśny. Inny niż mój kochanek.
Chociaż… gdy patrzę w twarz mojej kołysanki widzę niemalże odbicie kochanka. ale moja kołysanka była pierwsza. A więc?
Smak ust mojego powiernika. niewprawiony mniej uległy. Młodzieńczy agresywny. Nie tak jak ja. Walka o dominacje jest zawsze przyjemna.
Uwielbiam jego plecy. Ładnie zarysowane kości. Miękkość skóry niemal jak u kobiety. Słodycz. Zawsze lubiłam słodycze.
lekki zarys mięśni. Pojedynczy cmok w czubek nosa. Delikatny ukradziony pocałunek na policzku. Na dowidzenia.

Jego dłoń na mojej smukłej sylwetce. Na mojej wąskiej tali. Muskająca moją nagą skórę, niecierpliwym skubaniem.
Moje paznokcie zostawiające czerwony ślad na jego bladej skórze. Moje wargi znajdujące każdą ranę, skaleczenie, draśnięcie.
Moje zęby boleśnie wbijające się w kuszący od dawna łuk szyi. Metaliczny posmak krwi. Obezwładniający smak krwi. Delikatnej. Ledwo starczającej na czubek mojego języka.
Szaleństwo, furia
dominacja.
To chłopięce ciało podatne na moje tortury. To stanowcze spojrzenie zawadiacko iskrzące pod moim agresywnym, pełnym namiętności i bezczelności.
A więc mój powierniku? Moja kołysanko na zły dzień?
Kiedy w końcu się złamiesz? Kiedy w końcu będziesz wyczekiwać, nie na delikatność mojego masażu, o której się przekonałeś.
ale na ból moich zębów. O których nie wiesz prawie nic.
Chciałabym cię obezwładnić. Widząc ten błysk wyzwania w twoich świecących oczkach.

Chciałabym zawsze widzieć cię szczęsliwego. Chciałabym móc jednak wiedzieć że w pewien sposób zawsze znajdziesz dla mnie odrobinę miejsca w duszy… ^^


~ Optymistycznie.
 

 
Kochanku za co? Po co? Dlaczego? Ty niszczysz i siebie i nas. I co chwile, każdą z nas uzdrawiasz?


Moja najmilsza powiedz mi. Dlaczego my tak podobne jesteśmy? Tak kurewsko podobne. Nie identyczne. Ale jak siostry.
Więc siostro. Dlaczego poker to taka trudna gra?

„mówiła w życiu najważniejsza jest : ideałów czysta moc”

Chciałabym widzieć Cię, kochana. Skąpaną w niebiańskim świetle. Skąpaną w dobrze. W złotej poświecie.
„Gdy umrzesz, niech powiozą cię , przez błękitny nieba łan”
Chciałabym widzieć Cię kochany. Dziko biegnącego przez pole. Skąpanego w deszczu. Nieokiełzanego
 

 
Kochanka „moja” tańcząca na liniach świata. Kochanka „moja” jak władca marionetek, w dzikim tańcu zapomnienia.
Kochana „moja” co swym spojrzeniem rozgrzewasz stopniały już lód mego serca.
Kochanka „moja” co stępiła mój cięty język.
Kochanka „moja” co w posiadanie wzięła i zniewoliła.
Kochana u której wciąż mam dług serca.

Kochanek „mój” stojący nad nami. Patrzący gdzieś w przestrzeń. Szukając „Tej obcej”.
Kochanku „mój” co swym spojrzeniem leczysz moje rany.
Kochany „mój” co na wredotę się ze mną stykasz.
Kochany „ mój” co z leniwym uśmiechem patrzysz i osądzasz. Powiedz mi najmilszy. Jaka jest cena twojej „łaski”?
 

 
Mężczyzna o ustach miękkich. Subtelnych. Wykalkulowanych.
Dłoniach ciepłych i spokojnych. Neutralnych. Mężczyzna. Pachnący papierosami, czereśniami i czymś tylko jego.
Mężczyzna z językiem ciętym, cynicznym ironicznym. Chłodnym. Moje antidotum z zimnym posmakiem. An... trucizna. Jak siarka z wina. Jak chmiel z piwa.
Mężczyzna którego kocha się za bycie tą uniwersalną tabletką na ból serca.
Mężczyzna o silnych ramionach. Mężczyzna egoistyczny i egocentryczny.
To nawet nie diabeł. To nawet nie anioł. To szary cień z czyśćca. Tak kurewsko rzadki. Tak cholernie nie spotykany w tym morzu czerni i bieli. Nieposkromiony przez innych, dziki. Ale skuty własnym umysłem.
  • awatar Gość: I thank you humbly for sharing your wsdiom JJWY
  • awatar Gość: I thank you humbly for sharing your wsdiom JJWY
  • awatar Gość: I thank you humbly for sharing your wsdiom JJWY
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Pod drugiej stronie leżała kobieta. Piękna, delikatna. Emanująca ciepłem dla „rywalki”.
Kobieta która swoim ciałem trzęsła niebem. Kobieta która swoim głosem doprowadziła do szaleństwa, rozkoszy, buntu i krwi. Kobieta niezwykła bo jedyna. Kobieta która uzdrowiła mnie. Która wyrwała moje serce z grona szakali. Którzy śmieli nazywać się moimi przyjaciółmi. Grona wron, grona pasożytów. Wyrwała, opatrzyła rany i podała ciepły koc.

Kobieta o ustach miękkich. Delikatnych. Porywczych.
Dłoniach słodkich, „niewinnych”. Kobieta która pachnie zniewalająco jak Driady jesienią.
Kobieta o słodkim, pięknym rwącym umyśle.
Wiedźma. Czarownica. Pachnąca czymś innym czymś nieznanym.
Kobieta. Diabelna i sadystyczna w swoim masochizmie.
Kobieta dla mnie „rywalką” zjednoczoną nad ciałem mężczyzny. Który dla nas obydwu jest trucizną. I antidotum.
 

 
Wspomnienia.
Odczucia. Smak papierosów w ustach.
Dziwny szał.
Opuszczenie ducha.
W „zamkniętym” namiocie z głową na piersi powoli unoszącej się i opadającej.
Piersi mężczyzny który zaszczepił we mnie tęsknotę. Zaszczepił małe uzależnienie. Był ... jest. Moim antidotum na mężczyznę który mną owładnął. Uwięził w sercu i pozostawił.
Moje antidotum na niego. Moja mokra szmatka na bardzo brudne plamy... Stała się trucizną. Zżerającą mnie od środka. Trucizną która mnie ani nie uzdrowi ani nie zabije.
Trucizną dostępną bez recepty.
 

 
Pustka w sercu.
Bo życie spłatało mi figla.
Zakochuję się w tym w kim nie powinnam. Po czym dziele się nim z inną kobietą.
Przy czym uwielbiam tą kobietę tak jak go.
Biseksualizm jest zły.
Bo gdy spleciona z nim wiem. Że „ ty i ja tak czy ty i ja nie” Odpowiedź to „nie”.
„Kochaj mnie to takie łatwe. Wystarczy tylko za siebie nie patrzeć”
I wiem że drugiej kobiecie odpowie tak samo.
Przez co ogarnia mnie nieprzejednany smutek. Że wybierze obcą.
Bo w sumie… Tak doszłam do wniosku. Że gdyby druga powiedziała że mam go zostawić bo ona się ode mnie odwróci. Zrobiłabym to. Ale chyba jej to aż tak nie przeszkadza. Bo wie że ja też z góry jestem przegrana. Ech ironia losu.

Bo ona nauczyła mnie żyć.
Bo ona dała mi zasmakować mojej niespełnionego zauroczenia.
Bo ona dała mi siłę. Aby poprowadzić zmianę.
Bo ona dała mi radość. Kiedy byłam skąpana w smutku.
Więc coś się jej należy.
A ja mam wiele zauroczeń.
  • awatar Hipokrytka: Grudzień 2014: swoją drogą, zostawiłam bo chciała.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
\Ała. Moje biedne mięśnie twarzy. Naprawdę sztuczny uśmiech strasznie je naciąga. Potem nie można przestać! Idzie się przez ulicę z wielkim wyszczerzem na twarzy… mówię wam jak się na mnie dziwnie patrzyli.

„Kiedyś kupię nóż i powyrzynam wszystkich w koło.”
Tak.

Naprawdę ludzi bardziej dziwi to, że jestem miła, niż to, że wyzywam innych od najgorszych.
To chyba nie jest pocieszające…
  • awatar Gość: Wypełnianie ankiet! Dobre zarobki! infobot.pl/r/EZD Polecam!!!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Cel w życiu? Nie chce go znać. Bo gdy go osiągnę to pozostanę z pustką. A tak to pozostaje mi jeszcze szukanie.
Doszłam do wniosku że wystarczy iść. Gdzieś dojść muszę prawda? Nie ma sensu szukanie konkretnych miejsc. Konkretnego piękna. Bo gdy idzie się bezwiednie wciąż przed siebie odkrywa się niesamowite innowacje. Nasze gusta zmieniają się wraz z tym co w nas uderza. Bo chmury po za bielą mają jeszcze odcienie żółci i szarości. To że po drodze napotkam te i tamte osoby. Zasmakuje tych czy innych ust. Dym z fajek „ugryzie” mnie w gardło w tym czy tamtym pubie. Wino wprost z butelki czy z eleganckiego kieliszka. Jakie to ma znaczenie? Grunt to CZUĆ. Czy to dzikie uniesienie na sianie. Czy delikatność wina, mocną fajkę . Ból brzucha, zimny pot strachu. Może chwilowe fantazje. Delikatne motylki wirujące wkoło. Szelest liści. Obtarte nogi w nowych glanach. Ciepło głosu Czesława Śpiewa. Czy drganie w rytm Renaty Przemyk. Nieistotne.
Bo gdy celem jest iście a nie dojście nie gubi się po drodze tylu ciekawych krajobrazów.
„Ile krwi płynie w każdym z nas. Ile taniej w niej wody?”
„Co komu do tego skoro i tak mniejsza o to”
Tak wiem. I tak nic nie wiem o życiu. Z tym że o SWOIM życiu wiem więcej niż ty. To chyba logiczne nie sądzisz?
Mam chyba gdzieś w sobie jeszcze ten smutek. Po za pokrywką z irytacji i wyrzutu to jeszcze gdzieś wewnątrz czuje małe igiełki smutku. Smutku za to że żyję w szczęśliwej rodzinie. Mój mózg przedstawia przed sobą perspektywę na dobrą pracę i życie. Mimo niezbyt ciekawego charakterku jednak mam przyjaciół i adoratorów. Mimo dużej dozy zła nadal potrafię być dobra. Opiekuńcza, troskliwa uczuciowa. Smuci mnie to że nie moja w tym zasługa że Bóg mi świat pod nogi rzucił. Smuci mnie to że inni mają gorzej bez ich winy. Smuci mnie to że nie zasłużyli na pałętanie się w ubóstwie. Nie ich wina że tacy zostali stworzeni. Taka jestem wdzięczna. Tylko komu mam dziękować?! Po raz pierwszy w moim sercu czai się niepewność względem wiary. Ale to przejdzie. Zawsze przechodzi. Z tym że chcę dziękować za dobry start i przeklinać za zmarnowanie innym. Nie lubię nieuczciwej gry.
Wbrew pozorom.
Ech, nawet użalanie się nad sobą wychodzi tak sztucznie.
(ps. TAK! nie mam co robić. TAK musze się wyżywać na blogu. TAK właśnie po to on jest!)
 

 
Bywa.
Człowiek się zmienia. Nieustannie. Jak pogoda w górach jak wierzenia ludzkości.
Ostatnio zauważyłam w sobie wiele pozytywnej energii. Tak. Zaczerpnęłam ją od pewnej osoby. Nieświadomie. Parę sekund jeden moment. I euforia pełną parą.
Zaczęłam dostrzegać to jak wiele bliskich mi osób zatruwa swoją obecnością moją osobę. To jak bardzo zależne wszystko jest od innych a nie ode mnie. Świadomość że wszystko runie w gruzy gdy ich zły humor przekroczy granice mojej cierpliwości. I powiem NIE. Może i jestem niekonsekwentna w swoich poczynaniach ale zaskakująca. Raczej działam jak grom z jasnego nieba. Tak na prawdę na burze zbierało się od wielu godzin a grom jednak zaskoczeniem. Niby jest to oczywiste a jednak wprawia w osłupienie. Ja dość łatwo pójdę na ugodę. Z tym że kiedy przekroczy się „magiczną linie samokontroli” stawiam przed wyborem „ zmień się – albo ja się zmienię z dala od ciebie” Jeżeli chce zniknąć. To zniknę.
Mimo wszystko. Pomimo mojego sadyzmu. Ironii i głupoty. Interesuję się uczuciami innych. Wbrew pozorom nie mam w założeniu was zranić. Ale nie uważam na słowa. Dlatego krytyka obcych. Może i czasem boli ale nie czyni katastrofy. Ale opinia osób bliskich jest … dobitna. Że tak powiem.
Chociaż… Chyba nadal tak naprawdę jestem jakby obok. Jakby patrząc na wszystko z boku. Nieistotne.
Żyję. Chcę żyć. I chyba będę żyć jeszcze długo.
Nie lubię słuchać… Lubię mówić. Umiem skłamać. Szczególnie wtedy gdy ktoś tego potrzebuje. Gdy łaknie iluzji. Dam ją. Chce się usprawiedliwić. Dam przyjemne wyjaśnienie. Pragnie prawdy. To niech jej poszuka.
Dziwnie się czuję wśród ludzi. Chociaż lubię. Być. Patrzeć i słuchać. Ale połowicznie. Tak jak wiatr który tylko się porusza i w tym poruszaniu chce pozostać . Roznosi ze sobą pyłki i nasiona roślin. Tak naprawdę jest obojętny. Nie oczekuje wdzięczności bo gdyby mógł to by tego nie robił.
A też. Nie dziękujcie mi za pomoc. Bo gdybym miała wybór to bym tego nie zrobiła. Nie proście mnie o przysługę. Bo jeżeli będę miała możliwość to odmówię.
Z tym że z reguły nie mam możliwości. Jestem przeciętnym umysłem. Ale mimo wszystko jest dość złożony. Jestem szczęśliwa. Chociaż nie znam tego uczucia. Raczej spokojna.
Szczęśliwa to złe słowo. Niesmutna, nie nieszczęsliwa. Wesoła. Pogodna. Zapewne.
Bo gdybym dopiero na dnie zaznała szczęścia to nie chce.
Bo gdybym dopiero w prostocie myśli zaznała szczęścia to nie chce.
Bo gdybym dopiero w kimś obcym zaznała szczęścia to nie chce.
Bo gdybym dopiero samotnie zaznała szczęścia to nie chce.
Bo gdybym musiała zniszczyć siebie aby zaznać szczęścia to wolę być nieszczęśliwa.
Chociaż podobno szczęście polega na tym aby z prostych rzeczy nie tworzyć intelektualnych labiryntów.
Jestem zmęczona. W tym wieku nie powinnam myśleć o rzeczach które wymagają dojrzałości emocjonalnej. Nie chce dojrzeć psychicznie. To niewygodne. Naprawdę chce być naiwna i beztroska jak dziecko.
Chociaż dziecko nie powinno podziwiać Hitlera, Napoleona czy Nefretete.
Nie powinno chłonąć makabryczności Elżbiety Batory.
Ani być wrednym sadystą.
Cóż. Różne są dzieci.
 

 
To poniższe - w chwili samotności popełnione - prezentuje wewnętrzne rozmowy. "kłócąc się z samym sobą"


***
- … Dlaczego ona jest taka szczęśliwa?
- Bo zgrzeszyła.
- Ale przecież to jest złe
- Złu tak niewiele potrzeba do szczęścia.
- …?
- Zauważyłaś, że „źli” częściej śmieją się w sumie bez powodu?
- … za dużo anime ?
- Ech po prostu aby poczuć się jak w niebie wystarczy, że zgrzeszysz.
- Ale w takim razie, dlaczego ludzie się tak starają, skoro mogą mieć raj na ziemi?
- Bo po grzechu zazwyczaj przychodzą jego konsekwencje. W tedy spadasz z niebios prosto w otchłanie piekła.
- …
***
- Kim jest człowiek o czystym sercu i silnym sumieniu?
- Aniołem bez skrzydeł.
- Czyli jest gorszy od „skrzydlatych” ?
- Nie.
- Równy?
- Nie, jest lepszy, bo powiedz mi co to za anioł, który potrzebuje skrzydeł aby dostać się do nieba?
***
- Czym jest przyjaźń?
- Uzależnieniem obustronnym, jednak lekkim.
- Możemy bez niej żyć?
- Możemy. Czasami trudno, ale wystarczy udawać.
- Udawanie jest złe.
- a kto powiedział, że złe nie jest dobre?
-…
***
- Czym jest miłość?
- … Mordęgą. Chorobą fizyczno-psychiczną, na którą zapada większość naszej populacji.
- nas też to spotka?
- … Nie wiem.
- Ale…
- Nie martw się, kiedy się zakochasz i wpadniesz w ramiona miłości będziesz uważać że cię oszukałam i że miłość jest cudownym stanem.
- A nie jest?
- … idź, już spać.
***
- Jaka będzie moja śmierć?
- Taka jak reszty.
-Ale… jak to?
- Śmierć jest taka sama. To punkt końca.
- Ale, przecież…
- Ludzie wymyślili termin „umieranie” dla urozmaicenia chwil przed śmiercią. Ale te pojęcia zaczęły im się mylić.
- … Boję się.
- Nie masz czego.
- Życie jest znacznie bardziej przerażające niźli śmierć, a umieranie to część życia.
***
- Dlaczego bawisz się ze mną!
- …?
- Czemu po prostu nie powiesz mi bezpośrednio sensu swoich słów?
- Bo widzisz, to jest tak jakbyś dała komuś kryminał do przeczytania, a na pierwszej stronie napisała kto jest zabójcą. I w dodatku nie miałabyś racji.
***
- Czym jest cisza?
- Rozmową dusz i umysłów.
***
- Czym jest bezsens?
- Czymś czego nie chce zrozumieć człowiek.
***
- Nie lubisz ludzi.
- Nie, po prostu chcę być wyjątkowa.
***
- Dlaczego ludzie ze sobą walczą?
- Aby było miejsce dla ich potomków
***
- Czym jest zazdrość?
- nieodwzajemnioną miłością, która wykazuje popędy samobójcze.
***
- Dlaczego tak wielu ludzi jest tak bardzo przyziemnych?
- Bo wolą ustabilizowane życie.
- …?
- Ech, czasami wystarczy iść przed siebie, aby poczuć że tak naprawdę szybuje się w przestworzach.
  • awatar Hipokrytka: *wiadomość z przyszłości* 2012 listopad. jaka ja byłam,kurwa, głęboka.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Czasami zastanawiam się nad tym po co rozrywam swoją dusze na mniejsze cząstki i rozrzucam je na śmietniku świata. Zamiast trzymać je mocno w sobie. Niby człowiek radzi sobie sam ze swoimi problemami. Niby człowiek sam wie co jest dla niego dobre. No ale człowiek jest tylko człowiekiem.
Sto lat! Ci co sądzą innych swoim prawem.
Sto lat! Ci co zarzucają innym bluźnierstwo wobec własnego boga.
Sto lat! Ci co buntują się, chociaż nie wiedzą dlaczego.
Sto lat! Ci co nienawidzą innych za cechy które w sobie najbardziej cenią.
Sto lat! Ci co mówią „ nie rozumiem” wyśmiewając zachowanie innych.
Sto lat! Materialiści. Egoiści. Hipokryci. Fanatycy. Bluźniercy. Heretycy. Zboczeńcy.
Sto lat! Człowieku.
Hm. Co osiągnęłam aby oceniać innych? Nic. I z tej nicości jestem zadowolona. Przecież nie muszę umieć śpiewać aby osądzić co mi się podoba a co nie.
Nie muszę być ładna aby stwierdzić że ktoś jest brzydki.

Czesław Śpiewa – Żaba tonie w betonie.
Na peryferiach miasta,

gdzie asfalt trawą zarasta,

wzdłuż torów, gdzie pasą się konie,

szła żabka po świeżym betonie.

I wcale nie kumała

w jak wielkie się gówno wplątała.

I szła zamyślona dalej

środkiem stygnących alej.





Słońce dawało popalić,

królewicz nadchodził z oddali,

i cmoknąć chciał żabkę w łapkę,

lecz nie zdążył bo wpadła w pułapkę.

I tylko główka została na wierzchu,

więc ją cmoknął w tę główkę bez przeszkód i,

I królewna, nie żabka, w betonie

z królewiczem po kostki już tonie.





Lecz królewicz ją mocno przytulił

i się razem z betonu odkuli.

Kocham.

Btw. Tak mogłam to wszystko umieścić za jednym razem.
Ale nie chciałam!
 

 
Sama siebie zadziwiam. Moje najlepsze przyjaciółki wkurzają mnie najbardziej na świecie. Nie, nie ciągle. Czasami jest całkiem milutko że tak powiem. Dalej otumaniłam najlepszego przyjaciela tak że się we mnie zakochał. Chociaż ja chyba wcale nie chce komplikować sobie życia. Zakochuje się przelotnie podczas 5 minutowej rozmowy z nowopoznana osobą.
Czy to czasem nie jest żałosne?
Możliwe. Przyjaciółka ukochana z drugiej grupy znajomych. Wkurza mnie i to cholernie mocno swoim … hm. Bezczelnym uważaniem że ”nie słyszała” zapomniała i ze przeprasza ale kurna robi tak dalej. Oj owszem. „przepraszam” tylko kurna niech nie robi tego dalej. Ale ona o tym wie. Jest moją małą kopią. Owszem. Dużo ze mnie zerżnęła że tak to nazwę. Cóż i tak mi bardziej do twarzy w byciu sobą : >
Ech. Kiedyś nadejdzie taki dzień że zniknę. I tyle będziecie mnie widzieć! Phi.
Czuję się tak jakby moje ciało było odłączone ode mnie. Umysł bez większych emocji spogląda na bezwiedne ciało.
***
Kurwa. Jak. Cholera. Gorąco.
Tak. Jestem zimnolubna. Nie. Właściwie to jestem za pokojową temperaturą 23 stopni.
  • awatar Hipokrytka: Grudzień 2014 : O losie, to nie mogło chodzić o Mój mały promyk nadziei na te złe czasy? Bo jeżeli tak, to oj, bardzo mi przykro, ale zakochany to on nie był xD
  • awatar Hipokrytka: listopad 2012 : Boże pisałam kiedyś w taki sposób, że mam ochotę sama siebie zablokować.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Jak wielu z ludzi żyje w świecie własnych złudzeń? Im młodszy tym więcej ma złudzeń i prostszy świat wyobrażeń. Na starość pragnąc wrócić do swoich marzeń z młodości uciekają do wszystkiego co pozwoli im zostać choć na chwilę sam na sam ze swoją nadzieją.
Fałsz przemawiający zewsząd i wszędzie jest nieodzownym elementem świata. Tak samo jak różowe laki Barbie i mroczne kinderpunki w trampkach w kratę. Więc zanim zacznie się szykanowanie osób manipulujących prawdą i dostosowujących swoje „ja” do danej sytuacji powinno się zastanowić czy samemu :

Ani razu nie udawało się miłości.

Ani razu nie było się dla kogoś milszym tylko ze względu na jego status społeczny.
Nie ukrywało swoich gustów?
Tak naprawdę to kim jesteśmy w danej chwili jest częścią całości. Każda z „masek” jest fragmentem „prawdziwej” twarzy.
  • awatar Hipokrytka: listopad 2012 : kurwa mać!
  • awatar Lotar King: Ale zbiór wszystkich masek nie składa się na prawdziwą twarz...... Teoria Strun wkracza do psychologii społecznej
  • awatar Gość: kinderpunki z naszywką "każdy inny, wszyscy równi"
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›