• Wpisów: 676
  • Średnio co: 5 dni
  • Ostatni wpis: 53 dni temu, 15:48
  • Licznik odwiedzin: 31 115 / 3673 dni
 
hipokrytka
 
Niewielu ludzi może powiedzieć, że zrealizowało marzenie z dzieciństwa. Niewielu. W pewien sposób mogę jednak zaliczyć siebie do tej nielicznej grupy szczęśliwców. Nie będę tutaj pisała, że zawiodłam się, a moje przekonanie w przypadku konfrontacji całkowicie straciło siłę. Nie mogę, bo to nie do końca prawda. Z czystym sumieniem nie przyznam również, że wszystko jest cudownie i niesamowicie mnie to spełniło – to również nie jest prawda. Ostatecznie przeżywam w pewien sposób, satysfakcję ze względu na osiągnięcie celu, który postawiłam sobie w wieku siedmiu lat. Nie do końca oczywiście zdając sobie sprawę, czego właściwie sobie życzę. Nie skończyło się źle, nie skończyło się to również dobrze. Nadal tkwię w tym marzeniu jednak ze zdecydowanie dużym dystansem podchodzę do jego wartości. Pewne rzeczy zmieniły dla mnie wartość i ta decyzja, chociaż nie ostateczna i niepieczętująca mojego życia, wpłynęła bardzo znacząco na moje zachowanie i priorytety. Otworzyłam się na ludzi, niektórzy mogliby powiedzieć, że nawet za bardzo. Stałam się silniejsza i może niekoniecznie mądrzejsza.  Niby spokojniejsza, a jednak wciąż przepełniona agresją.
Nauczyłam się kontrolować moje wybuchy, ale co gorsza zaczęłam nazywać moje przypadłości i wymówki. Niestety to ostatnie niweluje poprzedni sukces. Odeszłam od pierwotnego pojęcia mojego marzenia, skupiłam się na środowisku i konsekwencjach, które były w nim zawarte – i o zgrozo dostosowałam się. Wytworzyłam swoją specyficzną lukę w towarzystwie, pilnując, aby nie utracić nikogo. Hierarchizując znajomości, ale czysto profilaktycznie zaniżając własną pozycję. Nie do końca szczerze, próżność jest niestety kolejnym skutkiem ubocznym, który mnie dotknął. Brak lęku przed przyznaniem tego i absolutna świadomość jest czymś strasznym, ale w obecnym momencie nie czuję ani chęci ani siły, aby to zmieniać.
Przebrnęłam przez problemy psychiczne, w dużej mierze urojone jestem po prostu nieco dziwną osobą, która potrzebuje dużej dawki uwagi innych ludzi. Zapałałam uwielbieniem do rozwiązywania (lub bardziej trafnie: próbowania rozwiązywania) cudzych problemów. Ze względu, najprawdopodobniej, na niskie poczucie własnej wartości potrzebowałam, nadal potrzebuje, być niezbędną. Jednocześnie kreując siebie, lub w rzeczywistości będąc, na totalną ofiarę losu.
Marzenie, za którym dążyłam, przez długi czas, otworzyło mi bramę do nowego świata. Zachłysnęłam się nim i zepsułam dobrze prosperujące relacje. Na szczęście teraz, po dwóch latach, niewiele, ale zawsze, mądrzejsza powoli udaje mi się je naprawić i odzyskać.
Nie do końca jestem świadoma, dlaczego, nagle chcę uciec z tej mojej wymarzonej utopii. Nie wiem na pewno, czy to dobra decyzja. Nie jestem nawet w stu procentach przekonana, że mam jakąkolwiek decyzję tak naprawdę. Jestem typem osoby, który raczej daje się nieść prądowi niż walczy z nim.
Rozpaczliwie mam nadzieję, że jednak nie skończy się to katastrofą.
Przydałby mi się mały sukces i porządek w moim życiu.

Nie możesz dodać komentarza.