• Wpisów:676
  • Średnio co: 5 dni
  • Ostatni wpis:142 dni temu
  • Licznik odwiedzin:31 552 / 3761 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Jaka była Twoja ostatnia pozytywna myśl?
coś co po prostu przyszło samo z siebie, ciepłe na końcówkach nerwów. Kiedy ostatni raz, pomyślałeś coś dobrego, coś co było głęboko pozytywne?

Nie pytam kiedy ostatni raz się śmiałeś. kiedy ostatni raz zasypiałeś spokojnie. Nie pytam kiedy wstawałeś z chęcią aby poznać to co przyniesie Ci nowy dzień.

Nie dbam o Twoje neutralne myśli, o żarty, o piosenki i o komfort.
Nie pytam czy wszystko u Ciebie w porządku. Nie pytam czy jesteś zadowolony z życia. Może nawet pytam czy jesteś szczęśliwy. Czy ja jestem? Może. Ale lepiej nie zadawać tego pytania zbyt często. " W skali od 1 do 0, jesteś szczęśliwy?"

Zrobiłabym wszystko aby pocieszyć się, chociaż nie jestem smutna.
Zrobiłabym wszystko aby kogoś pokochać, chociaż tyle osób o mnie się troszczy.
Zrobiłabym wszystko aby nie myśleć, nie kontrolować.
Zrobiłabym wszystko. Nawet, chodź, zrób mi jakąś krzywdę.
Najwidoczniej zwyczajnie nie jestem w stanie docenić tego, że jestem szczęśliwa.

Stałam się wszystkim czego nienawidzę.

I chociaż jestem jak dziecko błądzące we mgle. Nie ma już miasta do którego chciałabym wracać. Nie ma już ludzi, których tak naprawdę chciałabym znać. Kochałabym się z całym wszechświatem. Chodź, zrób mi jakąś krzywdę.
Jestem szczęśliwa, od tylu już lat. I najgorsze co ostatnio mogło mi się stać, jest co najwyżej neutralne.

Chodź. Skrzywdź mnie.

I moje najukochańsze maleństwo, przepraszam całym sercem, jeżeli kiedykolwiek będziesz to czytać; nie możesz pozwolić, abym tak jak ja. Nie możesz uzależnić swojego szczęścia od jednej osoby. Nigdy nie powinnam Ci tego robić. Ale byłeś aniołem, który niósł mnie na przestrzeni całego życia. Nigdy się nie zmieniaj. Kocham Cię i zawsze będę. Byłeś najlepszym co mnie w życiu spotkało. Mam nadzieje, że nigdy na to nie natrafisz. Mam nadzieję, że każdego dnia budzi Cię pozytywna myśl.

Kocham i dziękuję.
Przepraszam, że nie udało mi się przyjechać. Odkryj nowe piękne miejsca, mam nadzieję, że wszystko będzie super z Twoim ukochanym, mam nadzieję że będziecie mieć kota, dwójkę dzieci, że zwiedzisz tyle pięknych ciepłych krajów, że Twoja opalenizna nigdy nie zmaleje. Mam nadzieje, że będziesz zdrowy. I szczęśliwszy. Czasem smutny też, to pomaga się przyzwyczaić.

Nie bądź nigdy obojętny proszę
 

 
Świat nie staje się ani o drobinę lepszy.
 

 
Nigdy nie powinno się zabierać człowiekowi kłamstwa, które ochrania jego serce. Wystawione na emocje zewnętrzne szybko wysycha.
 

 
Będąc tak pewnym wszystkiego,
W waszym mieszkaniu gdzieś na skrzyżowaniu
Sodomy i Gomory
Zapomniałeś, że anioły mają skrzydła po to
Aby któregoś dnia móc odlecieć.
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Zaprzepaszczone talenty i zużyte nadzieje podmieniono mi na niepewność, agresję i strach. Pakiet dorosłości w paczce pełnej leków.
 

 
W takie dni jak ten gdy zbliża się znów kolejne przełamanie dat; Wspominam czas gdy byłam jeszcze głupsza, szczęśliwsza i nie znałam wszystkich tych paskudnych uliczek, ciemnych zakamarków, w których można się zgubić. Kiedy budziłam się, może nawet lekko niewyspana, jednak z ochotą aby wyjść z domu. Żyłam za dnia, widziałam ludzi których kochałam i nienawidziłam nikogo. A wszystkie te potwory grasujące na skraju przytomności były tylko wymysłem mojej wyobraźni. Jesień złociła się może mniej pięknie niż w tym roku, a zima była na pewno znacznie mroźniejsza, lecz czas mijał mi nieubłaganie i chociaż traciłam swój szlak nie raz, błąkałam się między półkami po brzegi zapełnionymi zużytymi wspomnieniami. I chociaż świat pokolorowany był w bieli i czerni wolałam to, niż tą obecną wszędobylską szarość. Kurz osiadający na powiekach i dym wiążący dech w płucach. I te tony powietrza i ciemności odgradzającej mnie od drzwi. Wolałam wszystkie moje błędy i naiwne złudzenia młodości, od tej feerii barw prawdziwej rzeczywistości. I gdybym tylko mogła, wolałabym nie wiedzieć.
 

 
I nie wiem już, co u Ciebie słychać.
Nie znam piwnicy, w której przyjdzie Ci się upijać.

Nie mam pojęcia jak nazywają się kobiety, obok których się budzisz. Ani tym bardziej te, przez które nie możesz spać.

Nie roszczę już sobie prawa aby wypełniać wolne miejsca w Twoim kalendarzu, a tym bardziej pustej przestrzeni w Twoim spojrzeniu.

Twój strach. Twój smutek. Twoja radość. Niepokój i spokój : należą już wyłącznie do Ciebie.

Tylko zupełnym przypadkiem, może kiedyś, dotrę do Ciebie przez cudze słowa.

Ale Twojego nie mam już nic.
  • awatar Pozytywna32: Smutne, ale trzeba się niestety z tym pogodzić. Zapraszam do mnie. Może coś skomentujesz ? Jeśli ci się spodoba śmiało zaobserwuj :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Nigdy nie potrafiłam prowadzić dobrej historii, a opowieści, nawet te barowe w moim wydaniu są zawsze przydługie i zbyt chaotyczne aby tak naprawdę znaleźć w nich jakiś sens. Nie będę więc samej siebie oszukiwać. Mogłabym powiedzieć, że ten wpis jest ( zresztą jak każdy tutaj, przynajmniej od momentu rozpoczęcia studiów) pewną formą spowiedzi. Kilka lat już wyrzucam w Internet mój egzystencjonalny spam. Czasem ma to nawet sens, nawet może i nieźle brzmi, czasami to totalny bełkot, że aż byłabym zawstydzona. Jednak to chwile które, w większości niezrozumiały dla mnie już sposób pokazują mi długą/krótką drogę jaką przebyła moja osobowość. Każda ważniejsza osoba została tutaj wspomniana, moje życie w przesadzonej wersji wylało się na przestrzeń publiczną. Zostając ze mną na długo i prawdopodobnie równie długo będzie mi towarzyszyć.
Moje dotychczasowe życie przede wszystkim było popychane przez innych ludzi. Dawałam im się przestawiać i kształtować wedle ich własnego widzimisie, dostosowałam się do pomysłów, dopasowałam zachowanie do roli, którą wybrało dla mnie grono zmieniających się znajomych.
Przyjaciół. Rodziny. Dokształcałam się coraz bardziej. Poprawiałam detale, aby jak najbardziej przypominać osobę, którą wybrano, że jestem. Nie wiem do końca co oznacza "zawsze bądź sobą" tak naprawdę jesteśmy tylko zlepkiem intencji cudzych ludzi. Ci, którzy towarzyszyli nam przez całą tą jakkolwiek ładnie chce sie nazwać : ścieżkę, drogę, trasę. To inni ludzie wyznaczyli nam potrzeby, być może na długo przed naszymi narodzinami, wartości, ogólnie zaznaczone granice dobra i zła. Dając możliwość aby nimi mieszać, aby wybrać dla siebie odpowiednie odcienie szarości, czy czego tam sobie można wymarzyć. Ale wciąż to nie są "mój świat i moje kredki". ( swoją drogą strasznie nie lubię tego określenia. przynajmniej obecnie. )a świat jest wspólny. Nawet w niektórych wypadkach same nasze życie nie do końca należy tylko do nas. Czasami życząc komuś aby poszedł naprzód przez przypadek spychamy go z dachu wysokich budynków. Mógł śmiać się ze mnie, że wierzę w przypadek, w przeznaczenie, w związane ze sobą momenty. W odwieczną ironię świata. zamknięty w półtajemnicy, związek przyczynowo skutkowy.
Zgubiłam swoje szczęście, rutynę, która była dla mnie taka ważna, cel. On dał mi go na chwilę : dno. Myślałam, że tego od niego oczekuje, aby zabrał mnie z tego postoju na którym utknęłam. Tam gdzie pozostawiły mnie ostatnie leczące dłonie. Tam gdzie widzę tylko cienie intencji moich przyjaciół. Wierzyłam uparcie, że on, spadając spokojnie, chwyci mnie za rękę i w przeciwieństwie do moich zbawicieli, trzymając mocno; upadnie. Ale zatrzymałam się, na wystającej gałęzi. Zawiśliśmy tam na chwilę a potem polecieliśmy w zupełnie inne strony. Właściwie zastanawiam się dlaczego to akurat musi być on. Początkowo myślałam, że wybrałam go ze względu na niekorzystne, prześmieszne w swojej ironii, uwarunkowanie społeczne. Archeologia, to brudny twór żywiący się na cudzym przekonaniu wyjątkowości. Spróbujcie. Dałam się jej pożreć. Wszystko co miałam dobrego i wartościowego w sobie sprzedałam w zamian za jej względy. Uważałam, że jest podobny. W lekkości tego spierdolenia, w tym jak wzbudził moją nienawiść i jak ją wstępnie ugłaskał.
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 


Mój kościół nie oferuje rozgrzeszenia ...
 

 
Walczę między dobrą, zdrową relacją z osobą z zagwarantowaną przyszłością, która mogłaby mnie zabrać na cudowne wycieczki do ciepłych krajów, położyć się koło mnie na wygodnym łóżku. Jadłaby ze mną pyszne śniadania, wychowywała psa i miałaby ze mną kilka ślicznych dzieci. Zawsze byłaby dla mnie oparciem i powstrzymywała mnie przed upadkiem. Osoba, która wyciągnęłaby ze mnie najlepsze cechy i uczyniła mnie lepszym człowiekiem. Pomogła ogarnąć mój bajzel i dała pomóc sobie. Ktoś z kim bezpiecznie czułabym się każdego dnia, ktoś z kim mój świat stałby się delikatny i różowy jak wata cukrowa, pięknym niczym jedwab, radosny jak letnie dni. Ktoś z którym wino smakowałoby najlepiej.

Z drugiej strony, małe diabły w mojej głowie pokazują mi drogę po potłuczonym szkle. Z osobą z którą mogłabym włamywać się do opuszczonych budynków, palić papierosy, tak tragicznej jakości, że nasze gardła prawie by się wykrwawiły. Mógłby mnie zabrać na spacer po zamarzniętym lesie, w środku nocy biegać nago po łące, mógłby nosić mnie na rękach w zamieszkach i krzyczeć aż do bólu na naprawdę nieznośnym koncercie. Człowiek, który mógłby zabrać mnie na najbaradziej brudne festiwale muzyczne, pijąc, jak totalne żule w pociągu. Człowiek, który wyrwałby ze mnie wady i dodał do nich sens. Wysublimował moją osobowość i doprawił charakter. Ktoś z kim mogłabym gubić się w totalnym burdelu myśli i problemów. Ktoś, czyja przyszłość jest zmienna jak kalejdoskop, ktoś kto pieprzyłby się ze mną na dachach szkół, szpitali, budynków zdecydowanie za wysokich . Kochał przy torach, na klatkach, na plażach, w górach, w akademikach. Ktoś z kim wódka nigdy nie była tak bardzo żrąca i upadlająca. Nadałby nam rozpędu tuż nad krawędzią, nie zastanawiając się nawet przez sekundę jak się zatrzymać. Ktoś kto nauczyłby mnie gryźć i oszukiwać życie. Ktoś z kim tragicznie szczęśliwe byłoby umieranie.
  • awatar Harmonijna dziewczynka: Decyzja z jednej strony oczywista, z drugiej strony pojawia się pewnie mnóstwo wątpliwości. Pozdrawiam !
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Pamiętajmy, dzisiaj jest ta noc, kiedy nikt nie będzie specjalnie zaskoczony widząc, że jest się ubranym jak pani do towarzystwa, noc kiedy picie niezliczonych litrów alkoholu i mieszanie go w proporcjach oburzających jest jak najbardziej uzasadnione. Dzień kiedy ludzie łączą się w pary, które pewnie nie przetrwają zimy, poczęte zostaną nowe dzieci a niebo na moment wybuchnie feerią barw. Dzień kiedy spanie na podłodze nie jest złym pomysłem, a wyjście w mróz w szpilkach i sukience nie jest szczytem głupoty. Granice się zacierają tak jak daty, a każdy ma prawo bawić się tak jak jest do tego stworzony. To też nie moment wstydu, że wolisz spędzić to wydarzenie w dresach przy winie i tv. Wybierz swoją wersję ale bądź ostrożny, pech może pojawić się zawsze, nawet w taką noc.
Bądźcie zdrowi i bezpieczni i och do stu diabłów : z klasą pożegnajcie pijacki grudzień.

Ps. wszystkim chorym i umierającym życzę aby nowy rok przyniósł zdrowie. Bo zdrowie jest najważniejsze !
 

 
Czuję się jakbym grała z diabłem w pokera, a wygra ten, kto lepiej oszukuje. Nie jestem dobra w oszukiwaniu. Ale nie lubię poddawać się na samym początku rozgrywki. Cuda się zdarzają, prawda? Nawet w piekle.
 

 
Chciałabym czasami odnieść wrażenie, że moje zdanie też się dla kogoś liczy, a nie, że jestem traktowana jak gorszej marki, głupiutka dziewczynka, która nic nie wie o życiu.
 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 
Sypiając z wrogiem.
 

 
Potrzebuję porozmawiać z kimś kto nie będzie mnie oceniał tylko głaskał po głowie i mówił mi truizmy i że wszystko będzie dobrze, dał mi czekoladę i lody i może jakieś gejowskie porno. Nie potrzebuje tak wiele. naprawdę
 

 
Powoli zmieniam moje życie, odrobinę może naprawiam ;p
 

 
Z cyklu : dziwne obserwacje.

Zastanawia mnie fakt, że każdy bezpośrednio poznany przeze mnie biseksualista lub biseksualistka ma jakieś zawirowanie na punkcie BDSM. Nie wiem z czego to wynika, ale jest to nieco niepokojące. Dobór moich znajomych powinien też dać mi nieco do myślenia.

ale wbrew obiegowej opinii nie wszyscy biseksualiści to chodzące, wyuzdane i zdradzające seks-maszyny (czasami chciałoby się powiedzieć, a szkoda! ;p)
  • awatar Hipokrytka: @Don't wake me up: Uwierz mi, zdaję sobie z tego sprawę ;p. Jednak sam fakt jest dość niepokojący ;p
  • awatar Don't wake me up: To prawdopodobnie przypadek że spotykasz takich ludzi. Każdy jest inny i ma indywidualne potrzeby bez względu na orientację, wiek, płeć ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Nadeszła jesień, złotem wślizgnęła się pod framugi. Moje życie wymieszało wszystkie mocniejsze barwy ze sobą, w jeden wielki bajzel. Otwierając usta wypowiadam tajemnice wszystkim znane, jestem nie tyle powiernikiem co przekaźnikiem informacji. Maskotką i zwierzaczkiem, nie wprowadzam żadnej silnej wartości w towarzystwo, wyciszyłam wszystkie mocniejsze dźwięki i stonowałam barwy. Nie potrafię już stać prosto, ale też nie za bardzo muszę. Wartość moja spada na łeb na szyję i ja sama odsuwam się w szarość i cień. Zniknę tak naglę któregoś dnia, nie z własnej woli, zwyczajnie zostanę pożegnana. Ale bez przysłowiowego „do widzenia”. Bilet niewiadomo dokąd na bliżej nie znany termin. Nie muszę planować już ucieczki, sama zostanę przeniesiona któregoś dnia. Już ten wiek i już jest ten czas. Pogodzona jestem z tą podróżą już od lat, przygotowana na nagły trzask drzwi, kiedy tylko przekroczę próg. Hej nie będziecie tęsknić, nie za długo. Teraz wam się tak, moi mili, wydaje ponieważ wmawiam wam to usilnie i staram się zachowywać pozory, że nie wiedzieć dlaczego wciąż jestem potrzebna. Ale spokojnie, nie jestem. I gdy tylko nastąpi właściwy moment, po prostu przestanie wam to przeszkadzać. I tak stopień po stopniu gdy będę wsiadać do pociągu jeszcze mi pomachacie, o ile nie będziecie mieć za dużego kaca, a ja powiem, że przecież będę na weekendy przyjeżdżać, wy przecież też będziecie mnie odwiedzać. Że nie zapomnimy o sobie i że przecież wszystko pozostanie tak jak powinno. I że nie martwcie się, poradzę sobie jakoś.
Ale doskonale wiemy, że to nie jest prawdą. Jak już tylko minę Leszno nadal jeszcze będę gdzieś się kołatać w waszej głowie. Ale nie oszukujmy się, gdy już wysiądę na docelowym dworcu będę tylko miłym wspomnieniem, a po tygodniu czy dwóch co najwyżej anegdotką wspominaną sporadycznie na imprezie.
I może wpadnę na kilka imprez, pokłócę się i pokaże wam jak bardzo, bardzo zniszczyło mi się życie.

Ale jeżeli tego nie zrobię, moi mili. Ja już nigdy nie będę miała szansy się podnieść.
 

 
Ostatecznie człowiek musi sobie uświadomić, że nie ma co liczyć na akceptacje, kiedy jego obecność zaczyna robić się niewygodna.
 

 
Zaczynam odchodzić od zmysłów, zachowuję się dość irracjonalnie, muszę się ogarnąć i uspokoić. Przyjąć porażkę do wiadomości i zachować chociaż resztkę godności. Taką malutką malutką. Na zdrowy rozsądek.
Zaczyna się kolejny rok akademicki, młodsza już nie będę czy coś takiego.

Co prawda aby poprawić sobie nastrój moja przyjaciółka o zdolnym oku i niezłym aparacie wyjdzie na ratunek mojej tonącej samoakceptacji ;p
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Niewielu ludzi może powiedzieć, że zrealizowało marzenie z dzieciństwa. Niewielu. W pewien sposób mogę jednak zaliczyć siebie do tej nielicznej grupy szczęśliwców. Nie będę tutaj pisała, że zawiodłam się, a moje przekonanie w przypadku konfrontacji całkowicie straciło siłę. Nie mogę, bo to nie do końca prawda. Z czystym sumieniem nie przyznam również, że wszystko jest cudownie i niesamowicie mnie to spełniło – to również nie jest prawda. Ostatecznie przeżywam w pewien sposób, satysfakcję ze względu na osiągnięcie celu, który postawiłam sobie w wieku siedmiu lat. Nie do końca oczywiście zdając sobie sprawę, czego właściwie sobie życzę. Nie skończyło się źle, nie skończyło się to również dobrze. Nadal tkwię w tym marzeniu jednak ze zdecydowanie dużym dystansem podchodzę do jego wartości. Pewne rzeczy zmieniły dla mnie wartość i ta decyzja, chociaż nie ostateczna i niepieczętująca mojego życia, wpłynęła bardzo znacząco na moje zachowanie i priorytety. Otworzyłam się na ludzi, niektórzy mogliby powiedzieć, że nawet za bardzo. Stałam się silniejsza i może niekoniecznie mądrzejsza. Niby spokojniejsza, a jednak wciąż przepełniona agresją.
Nauczyłam się kontrolować moje wybuchy, ale co gorsza zaczęłam nazywać moje przypadłości i wymówki. Niestety to ostatnie niweluje poprzedni sukces. Odeszłam od pierwotnego pojęcia mojego marzenia, skupiłam się na środowisku i konsekwencjach, które były w nim zawarte – i o zgrozo dostosowałam się. Wytworzyłam swoją specyficzną lukę w towarzystwie, pilnując, aby nie utracić nikogo. Hierarchizując znajomości, ale czysto profilaktycznie zaniżając własną pozycję. Nie do końca szczerze, próżność jest niestety kolejnym skutkiem ubocznym, który mnie dotknął. Brak lęku przed przyznaniem tego i absolutna świadomość jest czymś strasznym, ale w obecnym momencie nie czuję ani chęci ani siły, aby to zmieniać.
Przebrnęłam przez problemy psychiczne, w dużej mierze urojone jestem po prostu nieco dziwną osobą, która potrzebuje dużej dawki uwagi innych ludzi. Zapałałam uwielbieniem do rozwiązywania (lub bardziej trafnie: próbowania rozwiązywania) cudzych problemów. Ze względu, najprawdopodobniej, na niskie poczucie własnej wartości potrzebowałam, nadal potrzebuje, być niezbędną. Jednocześnie kreując siebie, lub w rzeczywistości będąc, na totalną ofiarę losu.
Marzenie, za którym dążyłam, przez długi czas, otworzyło mi bramę do nowego świata. Zachłysnęłam się nim i zepsułam dobrze prosperujące relacje. Na szczęście teraz, po dwóch latach, niewiele, ale zawsze, mądrzejsza powoli udaje mi się je naprawić i odzyskać.
Nie do końca jestem świadoma, dlaczego, nagle chcę uciec z tej mojej wymarzonej utopii. Nie wiem na pewno, czy to dobra decyzja. Nie jestem nawet w stu procentach przekonana, że mam jakąkolwiek decyzję tak naprawdę. Jestem typem osoby, który raczej daje się nieść prądowi niż walczy z nim.
Rozpaczliwie mam nadzieję, że jednak nie skończy się to katastrofą.
Przydałby mi się mały sukces i porządek w moim życiu.
 

 
Żegnając się ze swoją Wielką Miłością
nie zapomnij spakować dobrze walizki
pamiętaj aby dobrze wytrzeć kurz z fotografii
posprzątaj nieumyte naczynia w zlewie
wytrzyj brud pod dywanem
problemy wywietrz porządnie jak i cały dom
ale przede wszystkim pamiętaj o parasolce na te deszczowe dni

Opuszczając swoje Jedyne Prawdziwe Szczęście
nie zapomnij wyciągnąć prania z pralki
zabrać bibelotów z sypialni
i szczoteczki z łazienki

Porzucając swoje Piękne Wspomnienie
nie zapomnij wypakować się od razu
wytrzeć kurzy z pamiętników
kupić nowe naboje do pióra
zrobić sobie pierwszy porządny obiad

Rozpoczynając swoją Nową Przygodę Życia
nie ignoruj, proszę, głosu rozsądku